Vardzia – czyli jak zostałam jaskiniowcem w XXI wieku

       Przejście Armeńsko- Gruzińskie w Bavra znajduje się poza wszelką cywilizacją. Między dwoma punktami kontrolnymi jest ogromna pusta przestrzeń, ruch był niewielki, trzęsłam się z zimna, a ponadto strugi deszczu i wszechobecne błoto absolutnie nie ułatwiały złapanie stopa. Wyglądałam żałośnie stojąc pod skromnym podziurawionym daszkiem przemoknięta do suchej nitki, patrząc beznamiętnie w buro-szare niebo. Jednak gdzieś tam w środku czułam, że wkraczam na znajomy teren, do kraju gdzie wiem, że jestem bezpieczna i za czym zdążyłam przez te kilka dni zatęsknić – wracam do Gruzji.

       Zjazd do skalnego miasta Vardzia na razie omijam. Ale spokojnie – jutro tu wrócę! Jest po prostu już zbyt późno na zwiedzanie, więc rano zaklepałam sobie ciepłe łóżeczko w pierwszym lepszym mieście – wybór padł na Achalciche. Obawiałam się, że będzie to totalna dziura, jednak nie mogłam mylić się bardziej! Spacerując ulicami miasteczka odczułam nadzwyczajną normalność i codzienność. Miałam wrażenie, że jedynymi problemami mieszkańców są decyzje czy kupić na śniadanie bułkę czy jednak bochenek chleba albo we wtorkowy ranek jechać do pracy autem czy może lepiej rowerem. Albo faktycznie toczy się tutaj takie spokojne i satysfakcjonujące życie albo po prostu bardzo potrzebowałam, by tak właśnie było.

       Z okna hotelowego pokoju oślepiała mnie potężna twierdza, która z pewnością jest ciekawą atrakcją, ale miękkie łóżko i gorąca kąpiel były niestety bardziej kuszącą opcją na wieczór.
(P.S Później obejrzałam to cacko w google i przyznaję, że mam czego żałować, więc gdybyście znaleźli się w pobliżu to polecam wam spędzić tutaj chwilę czasu i dobrze się rozejrzeć!)

Vardzia – skalne średniowieczne miasto

       Oczywiście, aby dostać się do skalnego miasta trzeba się najpierw natrudzić i wdrapać pod górę. Nie ma też nic za darmo, bo na wstępie trzeba wygrzebać parę drobniaków ze skarbonki. Ale obiecuję, że warto!

       Tradycyjnie zwiedzanie zaczynam od śniadania. Ostatnio były kanapeczki w Mieści Diabła, a teraz czas na waniliowy serek w zimnej skalnej komnacie, gdzie kiedyś toczyło się (chyba) normalne życie. Jeśli ktoś jest ciekawski (ja! ja! ja!) i zagląda do każdej dziury, wchodzi na każdą ścieżkę i wtyka nos nawet gdzie kiedyś prawdopodobnie był wychodek, to obejście tego miasteczka może zająć sporo czasu. W średniowieczu było tu aż 3 tysiące komnat, jednak po najazdach i trzęsieniu ziemi zostało ich już tylko 300. Pomieszczenia są niekształtne, mają wiele tuneli i niezrozumiałych przeze mnie konstrukcji. Szlak z czasem się rozwidla na dwie ścieżki, gdzie jedna prowadzi na wyższe piętro. I tutaj zaczyna robić się naprawdę ekscytująco! Można wejść całkiem w głąb skał – do klasztoru, gdzie do dziś przebywają mnisi. W środku są oświetlone pomieszczenia i oczywiście schody, które prowadzą przez ciemne albo bardzo wąskie tunele (lub ciemne i wąskie jednocześnie), w których ja chodząc z plecakiem praktycznie się nie mieściłam. Naprawdę bałam się, że utknę! Następnym etapem jest całkiem spory taras widokowy, czyli główny punkt pstrykania zdjęć zarówno przez turystów jak i tych, którzy komponują pocztówki.

       Wardzia to miejsce, którego nie można w Gruzji ominąć! Zapada w pamięć i dostarcza sporo emocji. W ciągu chwili można poczuć się jak nastoletni łobuz grasujący po skałach albo jak jaskiniowiec w XXI wieku, czy to nie wspaniałe? 🙂

10 Comments on “Vardzia – czyli jak zostałam jaskiniowcem w XXI wieku”

  1. Jeśli czegoś potrzeba to oczywiście chętnie udzielę potrzebnych informacji, jednak myślę, że po wpisaniu w google tego miejsca, będzie pełno danych, których nie chcę powielać 🙂
    Powiem tylko, że ceny za wstęp naprawdę nie pamiętam, ale pewnie coś w granicy 3-5 lari (8zł), a Vardzie znajdziecie na południu Gruzji dostępną dla wszystkich o każdej porze 🙂 Mnisi pozdrawiają i zapraszają!

  2. To miejsce, które bardzo chciałam odwiedzić będąc w Gruzji ale nie starczyło mi czasu. Dziś myślę, że lepiej było pojechac tam niż do Signagi, które zupełnie nie przypadło mi do gustu… Ale zwiedziłam Upliscyche, które niektórzy nazywają taką małą Vardzią. Genialne! Tym bardziej samą Vardzię jeszcze kiedyś chciałabym zobaczyć 🙂

  3. Wspaniałe połączenie ciekawych krajobrazów i niecodziennego miasta ! Brawo za wypad 🙂 Jak widzę jesteś dużo dalej niż ja, dopiero zaczynam i mam sześć odwiedzonych krajów w zeszłym roku. Choć ja jestem "Miastofil", więc raczej po miastach spaceruje 😉 Ten wpis skusił mnie bym oglądał również miejsca mniej uczęszczane. Dziękuję ! Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *