Serbskie Devil’s Town (Đavolja Varoš)

Zabrzmiało strasznie, nieprawdaż? Miasto Diabła i to jeszcze w tak nieturystycznym i nieodkrytym kraju jak Serbia wywołuje gęsią skórę i uczucie spięcia mięśni? Wyluzuj. To naprawdę piękne miejsce i piękna historia.

 


Doszły mnie niejednokrotne słuchy, że autostop w Serbii bywa lekko uciążliwy. Że trzeba stać długo i bez skutku. To, że złapaliśmy w dwie minuty ciężarówkę, która jechała akurat przez pół kraju to może faktycznie fart. Trzeba jednak przyznać, że gość z niezwykłą lekkością prowadził swój pojazd, bo kolanem. Ręce miał zajęte wypisaniem na Facebooku miłosnych słodkości do (mam nadzieję) swojej kobiety.

Więc jak to jest poza główną drogą? Trzej mafiozo wysadzają nas ze swojego czarnego BMW tuż przy rozjeździe do Devil’s Town. Szczerze się uśmiechają i machają na pożegnanie. Zostało  9 km. Ruch zerowy, a droga wydaje się lekko zapomniana. Dwa ciągniki i trzy stada owiec dalej okazuje się, że jesteśmy na wsi. Tutaj jednak też żyją ludzie! I wiecie co? Każdy, ale to każdy samochód jaki jechał tą drogą zatrzymał się dla nas! Kilka metrów czy kilometrów zawsze byliśmy do przodu. Ludzie podrzucali nas, bo akurat wracali do swojego gospodarstwa i wcale się nie bali  – nas, nieznajomych na swojej ziemi. Zdarzyło mi się jechać na złożonych siedzeniach z tyłu auta z toną kabli, rurek, desek i z wiadrami po farbie. Według prawa nie była tam dla mnie miejsca… a jednak! Na koniec tego dnia zatrzymała się pewna szczęśliwa rodzinka w komplecie. Z tylnego okna wyjrzały trzy małe zaciekawione główki. Kobieta chyba nie wiedziała o co mi chodziło, gdy machałam do nich kciukiem i patrzyła na mnie pytająco. I tak nie mieli dla nas miejsca, więc zapytałam jedynie jak daleko zostało nam do celu. I pojechali dalej. Bez nas. No cóż, nie ma, że plecy bolą, że ciężko, że głodna jestem, trzeba maszerować dalej, pod półkilometrową górę asfaltu. Mocno już zdyszana z jęzorem do pasa docieram na szczyt i znów widzę tę rodzinkę, tym razem na poboczu. Czekali na nas! I w wersji „na kanapkę” przejechaliśmy te ostatnie 3 km.

Ludzie mieszkający na terenach wiejskich z reguły są mniej ufni do obcych, a szczególnie do turystów, więc albo po prostu wyglądamy bardzo sympatycznie albo Serbia to przyjemny kraj do stopowania. Najprawdopodobniej (skromnie mówiąc) chodzi o jedno i drugie! : )

 

Drwal, który sprzedaje pamiątki

Wysiadam, zarzucam plecak na ramię i przede wszystkim próbuję ustalić czy tu aby na pewno jest bezpiecznie. No i co widzę? Szumiący strumień wody obijający się o kamienie, góry chcące dosięgnąć nieba, kilka bezdomnych psów, jelenia i drwala, który szybkim krokiem podchodzi do nas z siekierą.

Przejechaliśmy 1500 km przez południe Europy, a jakimś cudem po paru sekundach zostaliśmy rozszyfrowani! Z Polski tak? No to chodźcie. Coś Wam pokażę. Drwal wyciąga dwie butelki: rakiję i wino. W przerwie między jednym kieliszkiem a drugim rozkładamy namiot na dość bagnistym terenie, a od gospodarza dostajemy kartony, by namiot mimo wszystko nie ociekał jutro błotem. Bardzo pomocny człowiek, do rany przyłóż! Pozwolił schować nam na noc bagaże do swojego busika i mieliśmy dostęp do łazienki. Gdy całkiem się ściemniło, a wycie dzikich psów nie ustawało, usiedliśmy wszyscy przy drewnianym stole, z głośników minivana wydobywała się relaksująca muzyka, a ja wsłuchiwałam się w długie opowieści naszego przyjaciela. Za dnia sprzedaje pamiątki, a nocą ich pilnuje. Śpi w busie i co kilka dni zmienia miejsce pracy. Twierdzi, że Polacy nie potrafią pić alkoholu i nie chodzi o słabe głowy, tylko o nieumiejętność delektowania się trunkiem. W skrócie przechylamy kieliszek i jak najszybciej przepuszczamy płyn do żołądka. A tak się nie robi! Trzeba przez moment przetrzymać wódkę w ustach, trochę pomlaskać, oswoić język i czekać aż kubki smakowe nacieszą się zawartością. To już nie takie proste, co?

Pół nocy spędziłam na tym niebiesko-bordowym krzesełku słuchając ciekawostek z życia Drwala!
Jest i on! Gdy kiedykolwiek ktoś go tam zobaczy, niech pozdrowi od Pauliny z Polski! 😀

Zaczęłam już lekko szczękać z zimna zębami, więc Drwal przyniósł mi kurtkę i dalej opowiadał o swoich dzieciach, przeszłości i ogólnym sensie życia. Warto wspomnieć, że rozmawialiśmy w dwóch językach, my po polsku, a on po serbsku, ale bez problemu mogliśmy się zrozumieć. W większości…
To był piękny wieczór, taki swojski i niepowtarzalny, miał w sobie jakby magię – magię podróżowania autostopem, bo przecież w innych okolicznościach taka sytuacja nie miałaby miejsca bytu.

Minęła północ, a Drwal rozlewając ostatnią kolejkę wina zagaduje do nas wesoło – jutro wpuszczę was do Devil’s Town za darmo, z samego rana, tak by szef nie widział. I zaraz przytknął palec do ust jak podczas harcerskiego Cichosza.
Wyglądało to komicznie, pośmialiśmy się, ale ej… to wejście podlega w normalnych okolicznościach opłacie…?! Tego nie brałam nawet pod uwagę! Całe szczęście, że zaprzyjaźniliśmy się z Panem Drwalem, bo okazało się, że nie miałam przy sobie już ani jednego serbskiego grosza.

Devil’s Town, czyli poranny spacer po diabelskiej ziemi

 

Bramkę wstępu przekroczyliśmy przed 7 rano, jeszcze przed oficjalnym otwarciem. Gdyby nie kłócące się ptaki na drzewach i łamane gałązki przez jakiegoś nieco większego zwierza to cisza wypełniłaby powierzchnie całego Parku Narodowego. Miejsce to jednak budziło się do życia, promienie słońca sięgały coraz dalej w głąb lasu, a ja… zrobiłam się głodna. Wierzcie mi, kanapki z pasztetem nigdy nie smakowały tak dobrze jak na tle dziwnych stożkowych formacji w Mieście Diabła. A to o te stożki właśnie chodzi, przez nie tyle szumu i opowieści o diabelskiej aurze! Tyle krzyku i strachu przez rzeźby powstałe w sposób naturalny miliony lat temu w skutek działań wulkanicznych. Stożki zakończone są charakterystycznym daszkiem i mierzą do 15 m wysokości!

Osobiście cieszę się, że dotarłam do tego trudno dostępnego miejsca (dla autostopowiczów), jednak głównie ze względu na nowe znajomości z Panem Drwalem i z ludźmi na wiejskich drogach. A także ze względu na zakup pysznego wina ekologicznego i poranną atmosferę w górach. Miasto Diabła samo w sobie jest jednak atrakcją na dość krótki czas, nie zapiera dechu w piersiach, jest to po prostu oryginalne miejsce, które warto zobaczyć, jeśli ktoś ma akurat po drodze.
I nie ma w tym nic strasznego ; )

yyy.. chyba tędy trzeba iść.

17 Comments on “Serbskie Devil’s Town (Đavolja Varoš)”

  1. też stopowałam w Serbii. 😀 za pierwszym razem czekaliśmy ze 4 godziny zanim nas ktoś zabrał, to był jeden z najgorszych dni ever, a następnego dnia, kiedy ledwo wyszliśmy z parkingu, jeden kierowca sam nas zgarnął, obwiózł po całym Belgradzie i jeszcze wskazał park, który był całkiem spoko do spania na dziko w namiocie. ;-D aa, w międzyczasie jeszcze nam postawił cevapa.

  2. Przegapiliśmy to miejsce w czasie naszej podróży po Bałkanach. A szkoda! Co do stopu po Serbii – my również nie mieliśmy większych problemów, chociaż było to w czasie Auto Stop Race, więc jechało ponad 1000 osób z Wrocławia do Chalkidiki – większość przez Serbię 😛

  3. Polacy nie potrafią pić wódki. Nie pierwszy raz to słyszę. Ponoć dla nas liczy się bardziej ilość niż jakość. Z drugiej strony, mówią, że jak wódka zaczyna smakować to nie jest dobry omen 😉

  4. Heh, ja mam tak, że od razu po wyglądzie poznam Polaka 😀 I sama zastanawiam się, jak to się dzieje! Podobnie mam z Rosjanami i azjatyckimi nacjami. Dar? xD 😛

    A Serbia myślę, że coraz chętniej odwiedzana. W tym roku kilku moich znajomych się właśnie tam wybrało, ale takich historii od nich to ja nie słyszałam… 🙂 Piękne miejsca i ten Park… Ale, czekaj… Kolanem? Serio? 😀

  5. Właśnie takie podróże są najlepsze: trochę zaplanowane a trochę spontaniczne. Nie wszyscy potrafią się tak ponieść i całkowicie zdać na los, no i w sumie też na dobroć innych ludzi 😉 Ale jak widać, chyba bije od Was jakaś pozytywna aura, bo wszyscy na Wasz widok Was zabierają i chcą pomóc 😉 Pan Drwal wydaje się niezwykle ciekawą osobą, a Diabelskie miasteczko zachwyca – świetne zdjęcia! Pozdrawiam cieplutko!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *