Po błocie do szczęścia – Gergeti (Cminda Sameba)

     

      Rankiem nie trzeba było nastawiać budzika, ponieważ obudziło nas ryczenie krów . Byłam jednak tak podekscytowana dzisiejszym dniem na szlaku, że tylko uśmiechnęłam się do brązowego zwierza za oknem i poszłam do sklepu po bułki w towarzystwie jakiegoś włóczącego się psa.

      Jesteśmy w Stepancminda (Kazbegi) i zaraz ruszamy pod klasztor Cminda Sameba, który leży w niezwykle pięknej lokalizacji: na wzgórzu o wysokości 2170 m n.p.m.
Prowadzą tam dwa szlaki, które i tak co chwilę się ze sobą krzyżują: samochodowy i taki do pokonania na piechotę. Ten pierwszy jest zdecydowanie prostszy, jednak bardziej czasochłonny, w szczególności końcowy odcinek. Decydujemy się więc na wspinaczkę po pionowych ścianach wzgórza. Z początku próbujemy złapać stopa, jednak każdy ze smutkiem pokazywał, że auto jest załadowane po brzegi. No tak, nie ma co się dziwić, w końcu wszyscy jadą pod najsłynniejszy klasztor w Gruzji, więc obowiązkowo trzeba było zabrać całą rodzinę.

      Szlak nie jest w ogóle oznakowany. Jednak nie powinien to być problem. Pewien miły człowiek powiedział nam, że wszystkie drogi prowadzą do klasztoru. I miał rację, a jedynym warunkiem jest poruszanie się w górę.

      Do celu doszliśmy o własnych (ledwo) nogach w 1,5 godziny. Dla zawodowców szlak pewnie nie sprawiłby kłopotów, ale dla mnie, dziewczyny z średnią kondycją, był całkiem wyczerpujący. Całość ma 4,7km, a czułam się jak po maratonie górskim! Od czasu do czasu wyprzedzali nas młodzi chłopcy na koniach, kilka aut, a na początku nawet pies. Jakby tego było mało, w ostatnim odcinku szlaku (tym najbardziej stromym) dopadł nas deszcz. Naprawdę świetne uczucie jest położyć się na zboczu i patrzeć w krople spadające z nieba. Nabrałam wtedy nowych sił! Mimo błota, ślizgającego się obuwia i serca na ramieniu dotarliśmy na górę cali, zdrowi i… bardzo ubrudzeni.

      Widok był fantastyczny !! Z pewnością byłby jednak lepszy, gdyby nie wszechobecna mgła. Później było coraz lepiej – spadł śnieg. Na wzgórzu jest źródełko z czystą wodą zdatną do picia, można wiec uzupełnić zapasy. Następna wskazówka skierowana jest do kobiet. Aby wejść do klasztoru należy wypożyczyć przed wejściem kawałek chusty i przewinąć ją wokół pasa oraz mieć drugi kawałek na okrycie głowy. Wszystko dostępne oczywiście na miejscu w wielkich pudłach.
Klasztor Cminda Sameba jest najpopularniejszym miejscem w Gruzji, dlatego spotkać tu można większość turystów, o różnych narodowościach. To właśnie ten widok jest przedstawiany na przeważającej ilości pocztówek.
Po prostu trzeba tu być!

      Schodzenie zajęło nam zaledwie 30min, jednak obyło się ono w nieco niebezpiecznych warunkach. Zbieganie z górki zamieniło się w taniec na błocie, ślizganie się po mokrej trawie i zatrzymywanie się jedynie na wszystkich drzewkach, gałęziach czy konarach.. Kaptur, który miał mnie chronić przed ulewą spadał mi ciągle na oczy, przez co już zupełnie nie wiedziałam po czym chodzę i potykałam się jak niejeden pijaczyna na prostej drodze. Ponadto, będąc już na stałym gruncie odkryłam, że moje buty są całkiem przemoknięte…

      Brudni i zmarznięci poszliśmy wprost do naszego hostelu po plecaki. Gospodyni widząc nasze rozgoryczenie, zaprosiła nas na gorącą kawę! Po chwili jednak stół zapełnił się jedzeniem, a kawa okazała się tylko dodatkiem. Ten niesamowity gest był tak prosty, a jednocześnie tak niesamowity. Mogliśmy się ogrzać i najeść, co spowodowało, że mieliśmy siły na dalszą drogę.

0 Comments on “Po błocie do szczęścia – Gergeti (Cminda Sameba)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *