Konsekwencja zmian, czyli wyższy poziom logiki

Bloger też człowiek, prawda? Też ma swoje rozterki, dylematy, refleksje i tu mam na myśli te bardziej życiowe, niż podróżnicze. Idąc tym tropem i kurczowo trzymając się faktu, że lubię wylewać żale na białym elektronicznym szablonie w moim rozlatującym się laptopie, stwierdziłam, że jest to także dobra okazja byście mogli troszeczkę lepiej mnie poznać. Większość tego wpisu została napisana w 20 minut, w przypływie weny-rozkminiacza. Nigdy nic na tym blogu nie postało tak szybko. Ale to dobrze, bo dzięki temu bazowałam na emocjach przez co każde słowo jest w 100% szczere i wypływa prosto z serduszka.
A chciałam przedstawić bardzo istotną sprawę. Coś co prawdopodobnie dotyka nie tylko mnie i nazywa się zachowawczość (inną, trochę śmieszną i wyszukaną nazwą może też być – Metatesjofobia). Wkraczamy więc w tematy dotyczące „zmian” i „decyzji”. A wszystkie to w inspirującej podróżniczej otoczce!

A teraz do sedna.
Opowiem wam o sobie. Miałam całkiem ciekawą pracę w kancelarii. Najlepsza była atmosfera (tak, prawnicy to wcale nie są takie sztywniaki!) a z czasem nauczyłam się panującego tu poczucia humoru. Ponadto prezes organizował integracyjne wyjazdy, karnawały, mieliśmy osobistą strefę kibica na Euro 2016, a do każdego meczu piwa na koszt firmy. Jednak zbliżały się wakacje, za oknem rosła temperatura, a w mojej głowie nagromadziło się sporo dylematów. Rzucić pracę? Nie, to niepoważne, przecież jak zostanę bez pracy to nie utrzymam mieszkania. Jak nie utrzymam mieszkania i zostanę bez pracy, to nie mam do czego w zasadzie wracać. Zaraz zaraz, urlop! A nie, to niemożliwe, by dostać dwa miesiące płatnych wakacji. Mówią, że można to wszystko połączyć, pójść z myślami na kompromis. No można, na przykład wyjechać na kilka dni za granicę, szybko oblecieć podstawowe atrakcje i wracać. Hmm.. dobra opcja, ale za 20 lat, teraz jestem jeszcze młoda i zdeterminowana! Należą mi się przecież wakacje, takie prawdziwe, jak w liceum, prawda? No, a przynajmniej ja bardzo chcę by mi się należały, mimo, że szkołę średnią skończyłam lata temu. Paradoks polega na tym, że aby znów poczuć dziecinną beztroskę najpierw należy podjąć kilka konkretnych i całkiem dorosłych decyzji. W końcu bez ingerencji nic specjalnego w naszym życiu się nie wydarzy. Brzmi logicznie, prawda?
Z bólem serca kilka dni później złożyłam wypowiedzenie.

Na tę decyzję nałożyło się kilka innych czynników, to nie był zwykły impuls. Jednak najważniejsze jest to, że mam w planach podróż, jak co roku. Nie pozwolę odebrać sobie tej słodkiej przyjemności pakowania plecaka na miesięczną podróż, bo nie, nie jadę na pół roku na drugi koniec świata. Na to przyjdzie jeszcze czas. Po wielu namysłach i obliczeniu jak zwykle skromnego budżetu – postanowione! Jadę do Rumunii, pięknej i dzikiej. Czy jest coś lepszego niż rozbijanie namiotu przy wodospadzie, bieganie po wulkanach błotnych oraz jedzenie domowych obiadów z obcymi ludźmi, którzy chwilę temu zabrali cię z pobocza? W końcu jeżdżąc autostopem nigdy nie wiesz jak skończy się dzień i co będzie dane ci przeżyć.

Nic jednak nie dzieje się od zwykłego pstryknięcia palcami. Tak wiem, znów nie odkryłam Ameryki, jednak dostrzegłam w tym pewną prostotę. Ludźmi manipuluje strach. Stach przed zmianą. Nie zostawię tej pracy, bo lepszej nie znajdę. Nie przeprowadzę się do innego miasta, bo nie dam sobie rady. Nie wyjadę na wymarzone wakacje, bo nie poradzę sobie finansowo. Trochę wiary! Wiem, że łatwiej jest zostać przy tym co już znane i bezpieczne, ale wtedy strasznie wieje nudą! Monotonią. I można się w niej tak zatracić, że przestajemy zauważać masę możliwości jakie ma do zaoferowania nam świat. A ma bardzo wiele, od podróży autostopem, skoku ze spadochronem, jedzenia gotowanych ślimaków na patyku, po próbę odnalezienia się w innym otoczeniu i zmienę pracy do momentu aż zacznie cię w pełni satysfakcjonować. Sprawa komplikuje się jednak jeszcze bardziej, gdy dwie istotne życiowe kwestie nakładają się i jedna jest zależna od drugiej. Nie wyjadę, bo mam pracę, nie przeprowadzę się, bo mam studia, nie zjem obiadu bo zupa była za słona. Prawda jest taka, że zawsze zdecydujemy się na opcję bezpieczniejszą, eliminujemy niepowstałe jeszcze niebezpieczeństwo, a ryzyko traktujemy jak wroga numer jeden, co jest oczywiście w pełni zrozumiałe. Z czasem zdobywamy kilka wartościowych papierów, lata stażu i system praca-dom-praca. Żyjemy na poziomie, a poranna zmiana dotychczasowej drogi do biura jest naszym największym urozmaiceniem. Przesadzam? Pewnie tak, bo nie da się mieć w życiu wszystkiego. Ja to wiem i wy to wiedzie. Sama przecież chcę skończyć studia i mieć dobrą pracę, jednak moim największym wyzwaniem jest połączyć takie życie z pasją. Nie jest to łatwe, bo przecież chcę zwiedzać świat.

Gdy to teraz czytasz, ja prawdopodobnie stoję na poboczu i łapię stopa. Może dojeżdżam już do granicy węgierskiej, a może właśnie rozbijam namiot pośrodku niczego. Możliwości jest dużo, bo zostawiłam wszystko i wyszłam na spotkanie z południową Europą i cholernie cieszę się, że właśnie na to się zdecydowałam.

Co będzie po powrocie? Na pewno wielkie zamieszanie. Szukanie nowej pracy, załatwianie studiów, przeglądanie masy ogłoszeń oferujących wynajem mieszkań. Wszystko na raz! Jednak czuję, że może wyjść z tego coś fajnego, a już na pewno coś nowego. Człowiek potrzebuje zmian. Wraz z miejscem, w którym żyjemy zmienia się sposób myślenia, otwierają się nowe możliwości. Ja takiej dużej zmiany zapragnęłam pod koniec ubiegłego roku. Mieszkałam w Łodzi, ukończyłam tam studia pierwszego stopnia, nie musiałam martwic się opłatami, miałam dach nad głową. Niby wszystko w najlepszym porządku. Poszłam więc na studia magisterskie i szybko poczułam, że nie ma to większego sensu, bo nie zajmuje się do końca tym co sprawia mi radość. Mówią, że to tylko papier, jednak w trakcie zdobywania go nie czuję żadnej motywacji. Przez wszystkie swoje lata mieszkałam w jednym i tym samym miejscu, cały czas te same twarze, na osiedlu znają mnie wszystkie panie z warzywniaków, a dozorca mówi mi „cześć”. Czułam, że stoję w miejscu. Podczas podróży znajduję się niemal codziennie w innym otoczeniu. Gdy jestem w obcym mieście nie czuje strachu, że wszystko wkoło jest całkiem nowe, nieznane i w zasadzie to nie wiem co ja tu robię. W zamian jest ekscytacja i ciekawość. Może akurat w tym szarym miasteczku w Armenii czy serbskiej wsi spotka mnie coś dobrego, coś wyjątkowego. Takie myślenie zaczęło towarzyszyć mi także w życiu codziennym, w Polsce. Efekt? Rzuciłam studia, zostawiłam wszystko i na ślepo wyjechałam do Wrocławia. Nie, nie za studiami, tylko w potrzebie zmian. Chciałam się sprawdzić. I każdemu kto mnie zapyta „no i jak?” odpowiem, że była to bardzo dobra decyzja, zaryzykowałam wygodę jaką miałam w rodzinnym mieście, zrobiłam sobie przerwę w nauce, ale w zamian dostałam coś ważnego. Swobodę, nowy start, urozmaicenie.

Przeprowadzka nie jest niczym szalonym
…ale jest zmianą, a mnie o te zmiany właśnie chodzi. Nie jesteśmy przygwożdżeni do jednego miejsca czy jednej strefy czasowej. Możemy żyć gdzie tylko mamy ochotę, a nie ograniczać się do sztywnych norm jakie narzuca nam strach. Takie nastawienie znacznie ułatwia codzienne funkcjonowanie, ale także zbliża nas do podjęcia kroku w przód, na przykład takiego o pierwszej podróży. Podróży bez biura, z własnym dobytkiem na plecach, z otwartością na zmiany jakie będą miały miejsce po powrocie. Nie chcę sugerować, że taki cykl ma się zapętlać w kółko i przez wakacyjny wyjazd mamy być rozstrojeni przez resztę roku, bez poczucia stabilizacji. Ona też wbrew pozorom jest potrzebna, bo zmiany powinny zachodzić systematycznie, co nie oznacza, że codziennie.

20 Comments on “Konsekwencja zmian, czyli wyższy poziom logiki”

  1. I bardzo dobrze! Zmiany są potrzebne, a strach to nasz największy wróg. Mam taką swoją życiową dewizę, że jeśli będę robić to, na co naprawdę mam ochotę, a nie to, co chcę zrobić wyłącznie z uwagi na blokujący mnie strach albo cokolwiek innego, to będę szczęśliwa. Sprawdza się!:)

  2. Dodam coś od siebie jako jeden z prawników pracujących w Kancelarii. Paulina jest spoko, wprowadzała wiele luzu do zespołu 🙂 Ma klasę dziewczyna. Zawsze będzie mile widziana w zespole, jeśli zdecyduje się wrócić. Tym bardziej się cieszę, że postanowiła prowadzić własny blog, bo zawsze miło popatrzeć na nowe miejsca … Powodzenia 🙂

  3. Dzięki za ten wpis – jestem chyba w tym momencie, od którego zaczynasz swoją opowieść – zastanawiam sie, rozkminiam, próbuje namierzyć to "coś". Nie jest to proste, bo wiąże sie oczywiście z wyjściem poza komfortową codzienność, ale napieramy 🙂

  4. Zmiany są dobre i w końcu do odważnych świat należy. Ja nienawidziłam wracać z wypraw do domu, dlatego tak sobie zorganizowałam życie, żeby nigdy nie musieć wracać. Powodzenia!

  5. Zmiany są dobre i potrzebne, tylko we mnie wzbudzają dużo stresu. Obecnie jestem na etapie szukania pracy, po rzuceniu takiej, która mnie nie zadowalała, raz jest lepiej raz gorzej, ale dzięki temu miałam wakacje:)

  6. Miałam parę lat temu podobną sytuację, wypowiedzenie leżało na biurku czekając na właściwy moment, który nadszedł szybciej niże się spodziewałam – głos intuicji. A znajomi pukali się w czoło, gdy dowiedzieli się, że całe oszczędności miałam przeznaczyć na długą podróż. Ale kiedy jak nie teraz? Obecnie, patrząc w tył nie wyobrażam sobie, by życie miało potoczyć się wtedy się inaczej. 🙂 Powodzenia i szerokich dróg!

  7. Bardzo potrzebuję teraz takich wpisów motywujących do zmiany pracy/życia. Rzucenie pracy której się nie lubi i zajęcie się swoją pasją również nie przychodzi łatwo 🙂

  8. "Ludźmi manipuluje strach" – wspaniale powiedziane!
    Też rzuciłam wszystko i przeprowadziłam się do Londynu, nie znając nikogo i nie wiedząc do końca, co mnie tu czeka. Ale lubię zmiany i ryzyko, czuję wtedy adrenalinę, czuję, że żyję.
    Bardzo lubię czytać takich odważdnych ludzi, jak Ty, motywujesz mnie 🙂

  9. Gratuluję odwagi, ale przede wszystkim gratuluję umiejętności czerpania z życia tego co najlepsze 😉 Nie siedzisz w miejscu, nie mówisz sobie, że tego nie zrobisz bo nie wypada albo że tak nie można bo co będzie dalej. Bierzesz to co Ci daje życie i to jest najlepsze 🙂 Z takim podejściem do życia długo, a nawet zawsze, będziesz szczęśliwa 🙂

  10. Łał, wciąga. Świetnie się czytało tę opowieść już od pierwszych zdań. Inspirująca historia. Sama dopiero zaczynam studia, ale wiem jak ważne są zmiany, dlatego na studia przeprowadziłam się do Warszawy, żeby zacząć odkrywać inny świat. Chociaż nie sądzę, żebym została tu na stałe, ale nic nie jest w życiu pewne.
    Życzę powodzenia i udanej podróży! x

  11. Tak! Boimy się zmian, bo lubimy taplanie się w ciepłym błotku i wygodną, choć w średnio komfortowym miejscu kanapę. I dopiero kiedy przychodzi chwilowy kryzys, to sięgamy często po rozum do głowy, żeby rzucić to wszystko i zacząć od nowa. Tylko paraliżuje nas strach, strach przed nieznanym, strach przed tym, że teraz jest dobrze. Nieważne, że może być lepiej, bo co jak będzie gorzej?

    Gratuluję, że udało Ci się wyjść poza ten schemat 🙂

  12. Bardzo ciekawy i szczery wpis. Uwielbiam szczerość więc bardzo to doceniam.
    Co do zmian to jednej nie tak dawno doświadczyła, ale nie była ona aż taka duża.
    Poza tym to gratuluję odwagi do takiej poważnej zmiany. Życie jest piękne i trzeba z niego korzystać jak najbardziej się da. Powodzenia!

  13. Podziwiam odwagę… Ja co prawda też staram się łączyć w swoim życiu pracę z pasją, nie wyobrażam sobie wykonywania nudnej pracy przez 8 godzin dziennie, a potem relaksu przed tv i tak przez resztę życia… ale jednak na takie wywracanie sobie co jakiś czas życia do góry nogami to mnie emocjonalnie nie stać. U mnie zmiany idą małymi kroczkami, a przeprowadzka to prawie jak trzęsienie ziemi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *