Dlaczego wyjechałam do Izraela?

bezpieczenstwo w Izraelu

Lubię zaczynać wakacje w styczniu. Przyjemne uczucie pakować krótkie szorty na dno wielkiego plecaka i w mroźny poranek wyjść spod koca po to by zobaczyć egzotyczne palmy. Normalni studenci w tym okresie pilnie kartkują skserowane na lewo notatki i wylewają łzy rozpaczy noc przed egzaminem. Ja natomiast, jak na polską cebulę przystało, cieszę się z moich taniutkich biletów do Izraela.

Kwestia bezpieczeństwa

Owszem, ostatnimi czasy sytuacja międzynarodowa, szczególnie w krajach muzułmańskich, jest napięta. I tak, czułam lekki niepokój, gdy kilka dni przed moim przyjazdem do Jerozolimy, miał tam miejsce zamach terrorystyczny – ciężarówka wjechała w ludzi wysiadających z autobusu. Nie pozostało mi więc nic innego jak przekonywanie samej siebie, że liczba drastycznych ataków została w tym miejscu wyczerpana. Prześledziłam szybko bieżące informacje i komunikaty na stronie ambasady oraz MMS i z lekkim zawahaniem wepchnęłam namiot do plecaka.

bezpieczeństwo w Izraelu

Jak na mój gust, bezpieczeństwo w Izraelu jest bardzo cenione, a po kilku dniach przyzwyczaiłam się do wszechobecnego wojska na ulicy, kontroli w sklepach i do codziennego widoku broni. Nie chcę nikogo na siłę przekonywać, ręczyć głową czy składać obietnice rajskiego wypoczynku bez zmartwień. Po prostu osobiście czułam się w tym kraju bardzo swojsko i spędziłam kilka absolutnie bezstresowych dni. Poczucie bezpieczeństwa to pojęcie dość względne, jednak Izraelczycy przywiązują do niego dużą wagę, o czym mogłam przekonać się chociażby podczas kontroli granicznej.

Podróże łączą ludzi!

Pomysł na Izrael urodził się całkiem niedawno, jednak nie znajdował się on w czołówce mojej listy wyjazdowej i naprawdę nie planowałam tam wydać resztek swoich pieniędzy. Zdanie zmieniłam, gdy zobaczyłam posta na fejsbukowej grupie dziewczyny, która znalazła bilety za 200zł w dwie strony. Piejąc z zachwytu i wiele nie myśląc kupiłam swoją przepustkę do państwa pełnego kontrastów, skrajności i odrębności społecznej. Miesiąc przed wylotem powstał solidny i zgrany team podróżników, z którymi przez tydzień łapałam stopa i jadłam hummus na pustyni. Nasza ekipa ostatecznie liczyła ośmiu włóczykijów, a większość z nich poznałam dopiero na izraelskim lotnisku. Dobraliśmy się w pary i każdy z nas podróżował według własnych upodobań, nie mając nawet zaplanowanej trasy. A z racji, że kraj ten jest niewielki to od czasu do czasu i całkiem przypadkowo wpadaliśmy na siebie, by wspólnie nakarmić koty nad Morzem Czerwonym lub wszamać pyszne falafele w Jerozolimie. Ostatniego dnia całą ekipą urządziliśmy sobie piknik na lotnisku i opowiadaliśmy o swoich dziwnych noclegach, kolacjach u palestyńskich rodzin czy o hasaniu z dzikimi kozami po pustynnych skałach. Każdy z nas miał inne historie z tych samych miejsc i to było piękne.

podróżę łączą

Nie wiem jak to się dzieje, ale ja niemal nigdy nie wyjeżdżam do miejsca, które naprawdę chciałabym odwiedzić. Wybór kierunku jest zależny od jednej krótkiej chwili, od kaprysu i spontanicznej decyzji. Chęć doświadczenia nowych smaków i wchłonięcia zapachu nowych miejsc jest tak wielka, że preferencje i wszelkie wymagania odchodzą na dalszy plan. Niemniej jednak Izrael to świetne przeżycie, naprawdę miło mnie zaskoczył i myślę że jeszcze kiedyś wdrapię się na jerozolimskie dachy cudzych domów.

5 Comments on “Dlaczego wyjechałam do Izraela?”

  1. „Bezpieczeństwo” nie jest względne, ale „poczucie bezpieczeństwa” jest 😉
    Tak naprawdę to zdarzenia terrorystyczne mogą zdarzyć się wszędzie, ale na pocieszenie dodam, że tak jak piszesz – Izrael bardzo bierze kwestie bezpieczeństwa na serio – i jest jednym z najlepiej przygotowanych do tego krajów. Właściwie, to by przetrwać nie ma innego wyboru.
    Ja niestety nadal nie odwiedziłam wymarzonej Jerozolimy, co rusz próbuję i coś ciągle wypada 😉 Ale kiedyś i mi się uda. Zazdroszczę 🙂

  2. Ah, rozumiem doskonale to wyruszanie w podróż przez zwyczajny kaprys losu. Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, że wyjadę do Estonii na rok, zjeżdżę pół Europy Wschodniej to bym się pukał w czoło.
    Tak samo jak twój Izrael! Fajnie, że to było dobre przeżycie dla Ciebie 🙂

  3. z Izraela mam niewiele wspomnień – przejazd przez Ejlat, pieczątki graniczne i 3 godziny trzymania na granicach 😉 (mieliśmy tak, że jechaliśmy: Egipt -> Izrael -> Jordania, niecały tydzień potem znowu). Łącznie w Izraelu byłem może 10 godzin… ale chcę wrócić!

  4. Izrael – przez jakiś czas byłam na niego obrażona za niewpuszczenie mnie na teren kraju, ale już mi przeszło i chciałabym się tam spróbować wybrać ponownie. Jeśli chodzi o zagrożenia to cóż, ataki terrorystyczne mogą zdarzyć się wszędzie. Mieszkałam przez jakiś czas w Kenii, gdzie też się zdarzył, a życie toczyło się po swojemu…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *