Czy Ormianie mogą kłamać? – Noratus

Sevan kojarzony z atrakcyjnym położeniem, tuż przy największym w Armenii jeziorze, nie ociekał jednak turystyczną elegancją, jak można by się spodziewać. Do miasta podwiózł nas lekko wstawiony sierżant, który wracał z służbowej imprezy. Dla usprawiedliwienia – typ osobowości świetnie z początku zamaskował jego stan. Wizytę do tego miejsca zawdzięczamy burczącemu brzuszkowi i nadziei na otwarty sklep. Tu jednak kolejna niespodzianka. Praktycznie wszystkie produkty w sklepach są po terminie ważności, nawet piwo! Wybieram więc bułkę, przez którą nie połamię sobie zębów i biały ser, który mam nadzieję jeszcze jest faktycznie biały. Sevan jest ponurym miasteczkiem, nawet powiedziałabym lekko strasznym.

W tych żółtych rurach jest… gaz. Tak po prostu. Jak samochód w którąś uderzy to tak po prostu miasto pójdzie w powietrze.

Armenia jest jednym z najbardziej jednolitych narodowościowo państw na świecie, w dodatku Polaków zamieszkujących tutaj jest naprawdę niewielu, w granicach 300 osobników. Mężczyzna, który podwiózł nas pod schody zabytkowego ormiańskiego klasztoru szybko zniknął mi z oczu. Poszedł po swojego kumpla, kumpla Polaka z Kutna! Spotkanie było dosyć szokujące i fascynujące, facet mieszka już wiele lat w Armenii, gubił polskie słowa i mieszał języki, więc musiałam naprawdę skupić się, by w pełni go zrozumieć. Nie miał satysfakcjonującej pracy, a cała jego rodzina została w Polsce, jednak uparcie twierdził, że tu, w Armenii, jest jego miejsce i jego dom. Był szczęśliwy.

Wspomniany klasztor znajduje się na półwyspie Sevan, tuż przy jeziorze Sevan, kilka kilometrów na północ od miasta Sevan. Chyba więc nie trudno zgadnąć o jakim klasztorze mowa. Mimo wszystko jest to niezwykłe miejsce. Nie lubię opisywać historii zabytków, bo przecież każdy może sobie przeczytać w Internecie sam i nie będzie to nic odkrywczego, ale tym razem zrobię malutki wyjątek. Po krótce: w skład kompleksu wchodzą dwa kościoły zbudowane w 874 roku(!) na planie krzyża greckiego, a budulcem jest ciemny tuf wulkaniczny. Imponujące jest to, że obie budowle są do dziś otwarte i pełnią funkcje religijne, podczas gdy w Armenii większość zabytków jest niestety w stanie rozpadu.

 

Autostop nie taki kolorowy jak go malują, czyli żenująca historia z Armenii wzięta.

Aby nie było tak kolorowo i miło muszę wspomnieć o pewnym wydarzeniu, ku przestrodze. Ja wiem, że Ormianie są przyjaźni i gościnni, wiem to mimo, że nie miałam okazji się przekonać na własnej skórze. Wiem też, że ich sytuacja materialna znacznie różni się od naszej i robią co mogą. Ale co zrobić w takiej sytuacji?

Łapiemy stopa. Udało się zatrzymać starą ładę, ojciec z synem. Upewniamy się czy nie chcą pieniędzy za przejazd. My mówimy, że autostop, a Pan, że nie jest taksówkarzem. Wszystko pięknie, bo nasi dobroczyńcy także zmierzają do Noratus – średniowiecznego cmentarza z setkami chaczkarów. Staramy się nawiązać kontakt, trochę się śmiejemy ale głównie jedziemy w ciszy. Kierowca był na tyle uprzejmy, że jadąc wzdłuż jeziora, zatrzymał się byśmy mogli obejrzeć kolejne monastyry. Nazw ich nie pamiętam, a nawet nie znam, więc jeśli ktoś rozpozna na zdjęciu to proszę o informację!

Jechaliśmy tak 40km, aż do celu. Cmentarz był imponujący, ogromny i stary. Noratus to największe skupisko chaczkarów w całej Armenii, a najstarsze datowane są na X wiek. Spotkaliśmy tam starszą kobietę, która bezinteresownie podeszła i opowiadała nam historię nawet poszczególnych nagrobków i całych rodzin. Łaziliśmy tak dobre pół godziny wciągając w nozdrza zapach historii.

Wracamy do auta, tylko po co skoro dojechaliśmy tak gdzie wspólnie chcieliśmy. Gdy stara łada dotoczyła się do głównej drogi, kierowca zaczął mówić coś o zapłacie, a money to prawdopodobnie jedyne słowo jakie znał po angielsku. Czujemy się zakłopotani i poirytowani. W tym samym momencie dzieciak otwiera schowek i wygrzebuje kawałek plastiku z napisem „taxi”. Facet nerwowo wymachuje rękoma i powtarza jak mantrę, że chce euro. Rozumiecie, euro sobie wymarzył! Zaczynało robić się nieciekawie. Całe negocjacje trwały z 15 minut. Żyłka na czole faceta zaczęło intensywnie pulsować.  No pięknie, zaraz gdzieś nas w gniewie wywiezie i zakopie.
Po raz pierwszy przydał nam się pewien podróżniczy myk. Mianowicie dwa portfele, jeden pełny i wartościowy, a drugi pusty lub z groszami. Pokazujemy ten drugi i tłumaczymy po raz setny, że podróżujemy autostopem, więc nie mamy pieniędzy. Podziałało, udało nam się wysiąść.

Czułam się cholernie głupio po tym zdarzeniu, zestresowana i zażenowana. Polecam jednak mieć portfel na każdą okazję. Zostaliśmy okłamani, ale oszukać się nie daliśmy.

To on!

9 Comments on “Czy Ormianie mogą kłamać? – Noratus”

  1. "Armenia jest jednym z najbardziej jednolitych narodowościowo państw na świecie". Ciekawe – masz dane o innych krajach?
    A co do autostopu – nienawidzę takiego cwaniactwa. Też mi się zdarzyło w Kazachstanie. Wszystko spoko, 300 km przejechanych, kierowca niemiły, no ale trudno, wszak nas wziął. No i dopiero potem money money dziengi dziengi. Wrrrr

  2. Właśnie dlatego nie podróżuję autostopem, nie mam mentalnych sił do takich sytuacji. A wracając do meritum – Armenia jest niezwykle ciekawym miejscem, jeszcze nie jest tak zadeptana przez turystów jak Gruzja, ale co się dziwić, skoro tanie loty do Armenii po prostu nie istnieją? Pozdrawiam!

  3. Wychowałem się z Ormianami, są zupełnie inni od Gruzinów. Historia jak wiele na świecie i mogła się zdarzyć wszędzie indziej. Armenia jako kraj w ogóle się nie promuje turystycznie mimo, że Ormianie są często znacznie bardziej zamożni niż sąsiedzi. Prawda jest taka, że wielu żyje poza Kaukazem. Na przykład w Polsce. Cieszę się, że to Was nie zniechęciło. Gdybyście potrzebowali pomocy tam to dajcie znać.

  4. Jeździcie za darmo, śpicie za darmo, nawet babeczkę znaleźliście przypadkiem, która oprowadziła Was za darmo. I piszesz, że nie miałaś okazji przekonać się na własnej skórze, że Ormianie są przyjaźni…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *