Czarnobylska Modlitwa – recenzja reportażu

Pierwszy raz piszę recenzję jakiejkolwiek książki. Traktuję więc ten wpis jako odskocznię, a przede wszystkim wyzwanie. Wszelkie uwagi mile widziane w komentarzach.

      Mieszkańcy stref skażonych porównują wybuch reaktora do wojny. Mimo, że nie było strzałów i przemocy, to jednak strach przed śmiercią był ten sam. Władze przeprowadziły ewakuacje, wysiedlano mieszkańców z pobliskich wiosek, ludzie zamykali się w domach, wzywano żołnierzy do służby, po ulicach nieprzerwanie krążyły ciężkie pojazdy do spraw specjalnych. Jak podczas wojny.

      Autorką książki „Czarnobylska Modlitwa” jest dziennikarka z Białorusi, Swietłana Aleksijewicz, która przez wiele lat przeprowadzała rozmowy ze świadkami wydarzeń i osobami bezpośrednio związanymi z katastrofą czarnobylską. Po upływie dwudziestu lat powstał zbiór monologów i relacji tak szczerych i wstrząsających, że nie byłam w stanie przeczytać książki za jednym podejściem. Spisane przez dziennikarkę historie i smutne opowieści musiałam dawkować, by nie chodzić przytłoczona myślami przez kilka następnych dni. Sama autorka wypowiada się jedynie na wstępie przedstawiając fakty na temat awarii reaktora, a w dalszej części książki przedstawione są monologi m.in. żon zmarłych żołnierzy, pilotów śmigłowców, którzy chwilę po wybuchu latali nad reaktorem, wysiedleńców, nielegalnych mieszkańców strefy czy likwidatorów.

26 kwietnia 1986 roku o godzinie pierwszej minut dwadzieścia trzy pięćdziesiąt osiem sekund seria wybuchów obróciła w ruinę reaktor i czwarty blok energetyczny elektrowni atomowej w położonym niedaleko granicy białoruskiej Czarnobylu. Awaria czarnobylska była najpotężniejszą z katastrof technologicznych XX wieku.”

      Reportaże są bardzo szczegółowe, przepełnione żalem, nieustannie łączą w sobie miłość i śmierć. Najbardziej zapadły mi w pamięć historie opowiadane przez ludzi starszych, którzy w zasadzie nie rozumieją co to jest to promieniowanie, ignorują zagrożenie i uparcie zostają w swoich domach na terenach skażonych. Nie rozumieją dlaczego nie mogą zjeść świeżo wykopanych ogórków z pola, wypić mleka po wydojeniu krowy czy wody ze studni. Siedzą więc i opowiadają swoją historię o pustce, tęsknocie i samotności, podczas gdy sami są napromieniowani w dawce mocno przekraczającą tą dopuszczalną.
      Wypowiadają się także osoby, u których wykryto zmiany na ciele w wyniku zbyt dużej ilości rentgenów, przedstawiają oni przebieg swojej choroby, a także opowiadają jakie szkody potrafi wyrządzić nawet lekkie promieniowanie w organizmie człowieka. W przypadku dawki śmiertelnej opisów udzielić mogą już tylko świadkowie, a po każdej takiej opowieści czytelnikowi włos jeży się na głowie.

      Jednak nie tylko ludzie ucierpieli. Jako, że jestem człowiekiem wrażliwym to najmocniej dotknęły mnie monologi myśliwych. Bo jak myślicie, co należało zrobić z dziką zwierzyną, która przemieszczając się rozprzestrzeniała atomowe rentgeny? Ale to nie wszystko. Każde zwierzę było zagrożeniem, te udomowione, zostawione same sobie w domach podczas szybkiej ewakuacji także. Relacje myśliwych są przepełnione żalem, musieli wykonać rozkaz, który łamał im serca. Jednak wszystko w imię wyższego dobra. Temat o losie czarnobylskich zwierząt jest dopełnieniem całej goryczy wylewanej w monologach, mimo, że ciężko jest czytelnikowi przez to przebrnąć to mimo wszystko jest to ważny kawałek dzieła Swietłany.
      W zawartych historiach oprócz smutku i poczucia straty odnajdziemy też bardzo interesujące opisy ewakuacji, przebieg zdarzeń, reakcji jakie dominowały wśród mieszkańców w dniu awarii, systemu zwalczania promieniowania oraz jak władze państwa postępowały podczas misji ratunkowej. Można powiedzieć, że jest to taka strona techniczna, która zgrabnie została wpleciona między wypowiedzi świadków.

      Myślałam, że znam konsekwencje awarii czarnobylskiej, jako takie ogólne, podawane w programach telewizyjnych czy w dokumentalnych filmach. Jednak nie, nic nie dostarczyło mi tak wielu informacji jak ten reportaż. Być może dlatego, że to nie są suche fakty, nie ma tu teorii spiskowych i odpowiedzi dlaczego tak się stało. Przeczytać można natomiast wspomnienia mieszkańców skażonych terenów, które silnie oddziałują na nasze stany emocjonalne. Z tego właśnie powodu bez dwóch zdań polecam każdemu tę lekturę. Otwiera oczy, pokazuje całą prawdę o Czarnobylu, a przede wszystkim jest bogata w informacje, które powinny nas obchodzić.

8 Comments on “Czarnobylska Modlitwa – recenzja reportażu”

  1. Trochę bałabym się ją czytać, bo pewnie mocno wgniotłoby mnie w fotel, jestem mega wrażliwa i po recenzji widzę, że książka mocna..przede wszystkim dlatego że prawdziwa i to głównie by mnie chyba zachęciło do przeczytania – żeby poznać fakty jak było na prawdę i co czują ci ludzie. Chociaż potrafię to sobie wyobrazić. Straszne:(

  2. Nie wiem czy byłabym w stanie przeczytać:(( Z wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy – jak choćby zwierzęta. Zwykle mówiło się tylko ludziach:(
    Swoją drogą świetna recenzja.

  3. Czytałam tę książkę, podobnie jak inne tytuły Aleksijewicz. Wszystkie podobały mi się, chociaż nie powiem, żeby czytałoby się je łatwo. Ale chyba o to chodzi. Żeby zagłębić się w lekturę i nie czytać ich "po łebkach".

  4. Książki nie czytałem, ale teraz chętnie po nią sięgnę. Jak to zwykle bywa, żeby zrozumieć skalę danego wydarzenia nie wystarczą suche fakty i liczby, trzeba też wziąć pod uwagę dramaty zwykłych ludzi, a także, jak w tym przypadku, zwierząt.

  5. Nie masz co się bać o recenzje. Mnie zachęciłaś do sięgnięcia po książkę. Muszę poszukać na allegro w jakiejś dobrej cenie. Co do samego Czarnobyla. Byłoby fajnie pojechać ale jednak gdzieś tam jest mały strach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *